Jaskra odbiera wzrok. Skala problemu coraz większa Opublikowano 10 marca 2026
Trwa Światowy Tydzień Jaskry, ale powodów do świętowania nie ma – liczba osób zmagających się z tą chorobą rośnie. Ryzyko utraty wzroku może dotyczyć nawet 800 tys. Polaków. Globalnie jaskra odpowiada już za ponad 8% przypadków utraty wzroku.

Okuliści biją na alarm: jaskra odbiera wzrok. 

 

Na całym świecie z chorobą żyje już 80,5 mln osób, a do 2060 roku liczba ta może wzrosnąć nawet do 186,6 mln – wynika z danych opublikowanych w „American Journal of Ophthalmology”. Wśród głównych przyczyn naukowcy wskazują starzenie się społeczeństwa oraz epidemię krótkowzroczności, która sama może odpowiadać za blisko 29 mln dodatkowych przypadków.  W Polsce sytuacja również jest poważna – choć GUS szacuje, że zdiagnozowanych osób jest około 420 tys., środowisko okulistyczne ocenia, że rzeczywista liczba chorych przekracza 800 tys., co oznacza, że niemal połowa pacjentów pozostaje niezdiagnozowana i nie korzysta z opieki specjalistycznej. Powód?

 

– Jaskra jest podstępna – ostrzega dr n. med. Iwona Filipecka, okulistka z Centrum Okulistyki i Optometrii Okulus Plus w Katowicach. –  Choroba może rozwijać się latami, nie wysyłając sygnałów ostrzegawczych, dlatego tysiące osób żyje w nieświadomości zagrożenia. Najczęściej pacjenci dostrzegają zmiany dopiero w krytycznym stadium, gdy pole widzenia drastycznie się zawęża. Tymczasem jaskra prowadzi do nieodwracalnego uszkodzenia nerwu wzrokowego. Bez wczesnej diagnozy i leczenia finał tej choroby jest jeden: ślepota. Niestety dziś nawet 70% przypadków rozpoznawana jest za późno – mówi.

 

Dlatego każdy powinien mieć się na baczności. Niektóre osoby znajdują się jednak w grupie szczególnego ryzyka. Należą do niej osoby po 40 r.ż., pacjenci z wysoką krótkowzrocznością, nadwzrocznością, cienką rogówką, osoby z rodzinnymi przypadkami choroby, a także osoby z cukrzycą, nadciśnieniem lub niskim ciśnieniem tętniczym. Okuliści zwracają uwagę także na niedoceniany czynnik ryzyka: zaburzenia krążenia obwodowego – zimne dłonie i stopy czy częste migreny mogą sugerować skłonność do skurczów naczyń krwionośnych w oku i w konsekwencji do uszkodzenia nerwu wzrokowego.

 

– Jaskra tzw. otwartego kąta przesączania, a więc ta najczęściej dziś diagnozowana, nie bez powodu nazywana jest „cichym zabójcą wzroku”. Jej główny winowajca – podwyższone ciśnienie wewnątrzgałkowe – nie boli, a pierwsze sygnały łatwo pomylić ze zmęczeniem oczu. Mechanizm choroby jest bezlitosny: gdy ciecz wodnista, która odżywia oko, nie może swobodnie odpływać, zaczyna napierać na nerw wzrokowy, co prowadzi do nieodwracalnego obumierania włókien nerwowych. Warto jednak zachować czujność nawet przy dobrych wynikach – w przypadku tzw. jaskry normalnego ciśnienia nerw może ulec uszkodzeniu mimo parametrów mieszczących się w normie – podkreśla dr Filipecka.

 

Okuliści radzą, by nie lekceważyć żadnych problemów ze wzrokiem, nawet pozornie błahych, oraz – co kluczowe – regularnie wykonywać badania oczu. 

 

– Jaskra na wczesnym etapie jest trudna do samodzielnego rozpoznania, ponieważ mózg potrafi skutecznie maskować pierwsze ubytki w polu widzenia. W jaskrze otwartego kąta sygnałem ostrzegawczym jest dopiero tzw. widzenie tunelowe. Pacjent traci wówczas zdolność dostrzegania tego, co znajduje się po bokach, choć w centrum pola widzenia obraz wciąż może być ostry. Z kolei w przypadku jaskry z zamykającym się kątem przesączania objawy bywają znacznie gwałtowniejsze. Może dojść do ostrego ataku jaskry, który objawia się silnym bólem oka i głowy, zaczerwienieniem oka, nudnościami oraz widzeniem tęczowych obwódek wokół źródeł światła. To stan wymagający pilnej pomocy lekarskiej – wyjaśnia dr Iwona Filipecka.

 

Nadrzędnym celem powinno być niedopuszczenie do zaawansowanych stadiów choroby.  – Kluczową rolę odgrywa profilaktyka. Bezwzględnie każda osoba po 40. roku życia, niezależnie od występowania czynników ryzyka, powinna raz w roku poddać się kompletowi badań u okulisty, który obejmuje badanie dna oka, pomiar ciśnienia wewnątrzgałkowego, badanie grubości rogówki, tomografii oka oraz badanie pola widzenia, jeśli pojawią się jakiekolwiek niepokojące zmiany. Tylko wczesna, pełna diagnostyka pozwala nam skutecznie chronić pacjenta przed nieodwracalną utratą wzroku – dodaje.

 

Jaskrę się kontroluje, nie usuwa!

 

Jak podkreślają okuliści, choć jaskra jest chorobą nieuleczalną i nie można jej usunąć, można ją jednak coraz skuteczniej kontrolować, a wczesne rozpoczęcie terapii pozwala zachować dotychczasową jakość życia. – Podstawą leczenia jest farmakoterapia, najczęściej w formie kropli do oczu. Ich zadaniem jest obniżenie ciśnienia wewnątrzgałkowego poprzez usprawnienie odpływu cieczy wodnistej lub ograniczenie jej produkcji. Choć krople nie cofną istniejących zmian, są kluczowe w zatrzymaniu postępu choroby i jej kontroli. W tej terapii najważniejsza jest jednak dyscyplina pacjenta – tylko systematyczne stosowanie leku daje szansę na ocalenie wzroku – wyjaśnia ekspertka Okulus Plus.

 

Gdy farmakoterapia okazuje się niewystarczająca lub uciążliwa dla pacjenta, okuliści mają do dyspozycji coraz więcej zabiegów, które obniżają ciśnienie w oku i pozwalają kontrolować chorobę. Aktualne standardy medyczne kładą nacisk na wczesne wdrażanie metod operacyjnych, by nie tylko zatrzymać postęp jaskry, ale też ograniczyć wieloletnie stosowanie kropli.

 

– Standardem w leczeniu jaskry jest SLT, czyli selektywna trabekuloplastyka laserowa, która bezpiecznie i bezboleśnie udrażnia drogi odpływu cieczy w oku. W przypadku jaskry zamkniętego kąta stosuje się irydotomię laserową, zapobiegającą nagłym skokom ciśnienia. W najbardziej zaawansowanych stadiach złotym standardem pozostaje trabekulektomia – operacja tworząca nową drogę odpływu płynu, co pozwala na trwałe i znaczące obniżenie ciśnienia wewnątrzgałkowego – mówi dr Iwona Filipecka.

 

Ekspertka podkreśla także rosnące znaczenie nowoczesnej chirurgii. –  Przełomem w kontrolowaniu choroby są zabiegi typu MIGS. Te minimalnie inwazyjne zabiegi przeciwjaskrowe, wykorzystujące mikroimplanty, przywracają prawidłowy odpływ płynu z oka i obniżają ciśnienie wewnątrzgałkowe. Dla pacjenta oznacza to mniejszą zależność od uciążliwych kropli lub całkowitą rezygnację z nich. Co kluczowe, zabieg MIGS często łączymy z operacją zaćmy, dzięki czemu podczas jednej, krótkiej procedury rozwiązujemy dwa poważne problemy narządu wzroku – podkreśla okulistka.

 

 

Źródło: OKULUS PLUS

Przypisane branże